Bloog Wirtualna Polska
Są 1 278 164 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

XVIII Światowe Forum Mediów Polonijnych- sylwetki: Tadeusz Urbański

poniedziałek, 27 września 2010 20:03
Skocz do komentarzy

 

 

www.mfwzp.pl

 

 

Tadeusz Urbański uczestnik Światowego Forum Mediów Polonijnych. Dziennikarz, litrat i humorysta. Mąż i ojciec rodziny polskiej w Sztokcholmie. Znawca w zakrsie pracy wydawniczej. Zaprzyjaźniony z naszym radiem Wnet Zielone Dzieciaki podzielił się swą prozą, która w 2009 roku zdobyła nagrodę  XVII ŚFMP.

Zaczyna się tak...

 

 

"KAMIEŃ PAMIĘCI  

 

Czas przeszły niedokonany

KAMIEŃ PAMIĘCI Gdy mój kolega Michał zaproponował mi podróż do jego rodzinnych korzeni, miałem wątpliwości, czy odnajdziemy siedlisko rodziny, mające się znajdować o kilkanaście kilometrów na zachód od miasta Połock na Białorusi. Mieliśmy do dyspozycji pamiętnik ojca Michała, w którym zawarte były informacje o historii rodziny oraz szczegółowe opisy okolicy. Autor, Olgierd Missuna zadbał, by na kartach pamiętnika było wszystko mogące przydać się w podróży do tego miejsca.  Zabołocie (siedzibę mojego ojca) z folwarkami Zalesiem i Kaczanowem, a w dawniejszych czasach Dubrowki i Bezdziedowicze (skonfliskowane po 1863 r. i oddane gubernatorowi witebskiemu Rimskomu Korsakowi), Homel i Czerwony Róg, Mojsiejowa Góra, Rżawiec (należący do mojego pradziada Józefa a odziedziczony przez jego wnuczkę Joannę, późniejszą Laskowską, matkę Ottona ...”.

A familia Missunów herbu Kotwica, nie była może wszystkim znana, ale znaczna.  ...Długosz w Kleynotach Polskich na karcie setnej i Paprocki na karcie sto dwunastej pisząc o Familii Missunów wyraża, iż Missuna kasztelan był delegowany do Ottona III względem koronacji Bolesława Chrobrego I-go Króla Polski w roku Tysiąc osiemdziesiąt pierwszym, a Kromer Magius i Golefrans świadczą, iż w roku 1146 Missuna poznański wojewoda Władysława II-go na tron wynosił”. Autor pamiętnika wielokrotnie mówił synowi Michałowi, że marzył o pojechaniu w tamte strony po ostatniej wojnie, chociaż nie było do czego. Rodzina wyprowadziła się z Zabołocia jeszcze za jego pamięci, w roku 1918, do Warszawy, zostawiając wszystko pod opieką rządcy. W dwa lata poźniej doszły do Warszawy wieści, że posiadłość została spalona w czasie działań wojennych. W rodzinie od lat przekazywano wiedzę o korzeniach, lecz nie obnoszono się z tym. Wiadomo było, że wielu z Missunów było żołnierzami i urzędnikami państwowymi, inni szukali szczęścia i pieniędzy na świecie, m.in. w Rosji.  Ród Missunów wpisany był do VI księgi szlachty rodowej. Z posiadanych dokumentów wiem o Janie Marcinie Missuna, który  ...za króla polskiego Jana III szczególną dzielnością, męstwem i odwagą swoją zjednał powszechny dla się szacunek, wtenczas to jest w roku 1678 miesiąca października dnia dwudziestego piątego, Król pomieniony w nagrodę okazanych zasług Ojczyźnie przez Przywilej własnoręcznym podpisem przy pieczęci Państwa stwierdzonym wyniósł onego na urząd Podstolego Ziemi Łukowskiej.”(...) Dalej Marszałek Guberni Witebskiej pisze o Missunach rotmistrzach, pułkownikach, cześnikach, podczaszych, asesorach i pisarzach ziemskich, by stwierdzić że:  Stosownie do przepisów Najwyższej o Dworzaństwie Hramoty Paragraffu dziewięćdziesiąt wtórego, punktów trzeciego, siódmego jedynastego, trzynastego y czternastego, całą tą Familiją za aktualną rodowitą starożytną szlachtę uznajemy i przy wszelkich prerogatywach szlacheckich na zawsze zachowujemy...” 1
1 Michał z zapisków ojca sporządził mapę rodzimej okolicy. Poczuliśmy się mocni geograficznie i terenowo na wschód od Połocka obeznani. To była rzewnie naiwna mapa z wyobraźni i z Internetu. Wydawało sie, że dzięki niej trafimy do Zabołocia bez przeszkód. Co prawda na współczesnych mapach nie było Zabołocia, ale były widoczne miejscowości okoliczne - zatem skręt w prawo, mostek, po lewej staw, ogromny kamień i wzgórze ze starym dębem. Wydawało się, że skoro wiemy czego szukać – to znajdziemy. Tylko jechać!  ...od Połocka do Farynowa staliśmy już na korytarzu żeby zdążyć wysiąść, bo w Farynowie pociąg stał krótko jak na tamte czasy i tempo podróży, bo całe 10 minut”. (...)  Do Zabołocia było 7 wiorst przez lasy, z rzadka przerywane polami”. (...)  Zabołocie było położone na wzgórzu, droga prowadząca do alei kasztanowej pięła się pod górę, rozdzielała na dwoje ramion otaczających ogromny głaz okrągły i spłaszczony, na którym lubiliśmy przesiadywać i zawsze tam oczekiwaliśmy przyjeżdżających gości czy też tych co nadjeżdżali ze stacji Farynowo. Widok z kamienia był rozległy. Przed nami biegła w dół droga, szeroka, gliniasta, rozjeżdżona, z  prawej strony, u podnóża pagórka był niewielki staw, a na jego brzegu łaźnia, nieodłączny rekwizyt wsi białoruskiej. Droga przebiegała przez mostek i szła potem równiną otoczoną polami. Po paruset metrach, na rozstajnych drogach stał krzyż, który po kryjomu mój ojciec ze swoim rządcą Mironem Gospodzionok ustawili w nocy, na miejsce starego, wywróconego przez burzę. Po kryjomu, bo władze nie pozwalały wtedy ustawiać nowych krzyży katolickich. Droga skręcała pod ostrym kątem prawie 45° w prawo do Woronowszczyzny i Bykowszczyzny, prosto – biegła lekko zbaczając na prawo, między dwoma brzeźniakami, do Farynowa, a jej lewe rozwidlenie szło poprzez Dubrowkę i Bezdziedowicze... ” Zaplanowaliśmy czytanie w terenie z zapadłych fundamentów, układu drzew i stawów – z pozostałości tego, co wznosiło się na wzgórzu przed 1920 rokiem.   Dwór był drewniany parterowy i słomą kryty, ale wygodny i mogący pomieścić dużo osób. Wchodziło się przez ganek wsparty na czterech kolumnach do przedpokoju. Nad drzwiami wejściowymi wisiał obrazek Matki Boskiej z napisem: ”O Mario, chroń ten dom i wszystkich co doń wchodzą i wychodzą”. (...)  Podwórze kwadratowe otoczone było budynkami, a więc w środku stał dwór, z lewej strony – kuchnia, piekarnia, mleczarnia, pokoje dla służby, z prawej – stary, też słomą kryty, świren z pięknymi podcieniami. Naprzeciwko dworu – stajnia i wozownia, murowane, kryte gontem. Na prawo między stajnią a świrnem znajdowała się brama wjazdowa prowadząca do alei kasztanowej,...” (...)  Na środku podwórza był okrągły gazon i klomby z piwoniami, hortensjami, różami sztamowymi i karłowatymi oraz mnóstwem różnych kolorowych kwiatów. Na prawo od domu był park. Podwórze otoczone było wokoło starymi jesionami, od których prowadziły do parku dwie długie aleje jesionowe, łączące się ze sobą aleją lipową i rozszerzające się w środku w wielką altanę otoczoną co najmniej stuletnimi, grubymi wyniosłymi lipami. Na środku lewej alei był olbrzymi trzystuletni dąb, którego pnia cztery dorosłe osoby nie mogły objąć. Między alejami opadającymi w dół, a następnie pnącymi się do góry była łąka, a w środku obrośnięta starymi wierzbami sadzawka, zawsze zasnuta rzęsą. Od altany lipowej prowadziła aleja bzów... ” Planując przed rokiem podróż, byliśmy optymistami właśnie ze względu na ten szczegółowy opis okolicy. Ale równolegle snuliśmy najczarniejsze scenariusze, w których na zabołockim wzgórzu mógł być kołchoz, fabryka lub koszary. Informację o tym ogromnym polodowcowym kamieniu, który stał się dla nas punktem orientacyjnym, mieliśmy jako drogowskaz. Jednak i co do tego były wątpliwości, czy może nie został wyrwany z ziemi na jakiś pomnik czy cokół dla bolszewickiego herosa? 

W Zabołociu było zawsze rojno, poza Babusią i Irką Moraczewską przyjeżdżali na dwa lub trzy tygodnie ciocia Bronia Moraczewska, Iwon Moraczewski i Mamy bracia – wujowie Stefan, Stanisław i Eugeniusz Ossowieccy, bywała także ciotka dr Jadwiga Korzon i ciocia Lunia, żona stryja Wojciecha Missuny...”. W końcu XIX i na początku XX wieku Zabołocie i okoliczne dwory zamieszkiwali Polacy i do tego spokrewnieni, jak to bywało często wśród polskiej szlachty. Adolf Missuna z Zabołocia, dziadek autora wspomnień, miał brata Bolesława, który ożenił się z Katarzyną Koziełł-Poklewską z pobliskiej Bykowszczyzny, rodzoną siostrą słynnego polskiego milionera z Syberii, Alfonsa Koziełł-Poklewskiego. Z tego związku w Zabołociu urodziła się w 1869 roku Anna Missuna, późniejsza pierwsza kobieta geolog, paleontolog i botanik w Europie Wschodniej. Tu spędziła dzieciństwo, w Rydze była nauczycielką matematyki i języka polskiego, a po studiach w Moskwie była wykładowcą na moskiewskim Uniwersytecie i Instytucie Geologicznym. Zmarła w Moskwie w 1922 roku.

 

W Zabołociu przed rokiem 1918 bywali krewni, przyjaciele i znajomi nie tylko na czas wakacji. Z Petersburga przyjeżdżał generał Jan Jacyna (1864 – 1930), żonaty z siostrą jasnowidza Stefana Ossowieckiego, brata Wandy Missuny, matki autora wspomnień. Inżynier chemik Stefan Ossowiecki bywał tu częstym gościem i przyjeżdżał aż z Moskwy, gdzie był właścicielem wielkiej fabryki farb i lakierów, założonej przez jego ojca Jana, asystenta Dymitra Mendelejewa. Matka jasnowidza, Bona z Newlin-Nowohońskich, pochodziła z Kowieńszczyzny.  Babka, nosząca niezwykle rzadkie imię  Bona”, uosabiała w mojej wyobraźni królową Bonę, o której wiedziałem tylko tyle, że była Włoszką, żoną Zygmunta Starego, że nienawidziła swojej synowej Barbary Radziwiłłówny i kazała ją otruć i oczywiście była podobna do Bony na obrazie J. Matejki, na którym dworzanin w ukłonie podaje jej kielich wina. W młodości była bardzo piękna, o czym świadczyły liczne jej fotografie i portrety. Portretował ją Żmurko (portret ten spalił się w czasie Powstania Warszawskiego w mieszkaniu Stefana Ossowieckiego przy ul. Marszałkowskiej 17) i Jan Matejko. Bez mojej wiedzy babka w 1938 r. sprzedała ten ostatni portret Muzeum Narodowemu, wisi on obecnie w Muzeum w Gdańsku. Babka królowała na Bolszoj Gruzinskoj trzymając żelazną ręką męża, dzieci i służbę”. Pałacyk Ossowieckich przy tej ulicy w centrum Moskwy istnieje do dziś. Niedaleko mieszczą się ambasady Polski i Niemiec. A fabryki z całym majątkiem oczywiście przepadły po 1917 roku... OOO 1
1 Jest drogowskaz: Woronowszczyna Dwór! To znaczy, że jesteśmy prawie na miejscu! Zabołocie, albo co z niego pozostało, powinno być w zasięgu wzroku. Ale żadnego wyraźnego wzgórza nie widzimy. Kępy drzew na niedalekich pagórkach, łagodnie pofalowane pola i gdzieś daleko pasące się wielkie stado krów. Miejscowość Woronowszczyna Dwór to chałupa ogrodzona wiejskim płotem, poszarzała ze starości, z anteną telewizyjną na eternitowym dachu. Przed domem samochód, a na zapleczu kilka skromnych zabudowań gospodarczych. Tu musiało być kiedyś zwykłe wiejskie gospodarstwo, część tej prawdziwej Woronowszczyzny Szystowskich. Ale po dworze ani śladu.  Jeśli chodzi o sąsiedztwo, to odwiedzaliśmy 4 najbliżej położone majątki; Woronowszczyznę – Szystowskich, Bykowszczyznę – Poklewskich-Koziełł, Rżawiec – Laskowskich i Ujście – ciotki Tekli Dziedzielowej. Najbliżej położona była Woronowszczyzna, dokąd zwykle chodziliśmy piechotą, bo oddzielał nas niecały kilometr. Po drodze był mały cmentarzyk, na którym pochowani byli Missunowie i Szystowscy”. Zatrzymujemy się przed domem, z którego przywołana przez dzieci wychodzi starsza, z wiejska ubrana kobieta. Kiwa ze zrozumieniem głową na wieść, że szukamy jakichś miejsc sprzed lat – Zabołocia, kamienia, cmentarza, czy wielkich drzew. Może pomyślała o swojej rodzinnej okolicy, którą jako wysiedlona zostawiła gdzieś daleko, by uchronić życie w czasach stalinowskich? Tutaj miejscowi często nie chcą mówić o czasach przedwojennych. Jeśli jakieś wspomnienia, to najdalej z ostatniej wojny, a i to ostrożnie, bo nie wiadomo kto przyjechał i w jakim celu pyta. Ale rozmawiamy mając ich za tutejszych i ufając w ich wiedzę. Czy ktoś tu pamięta stare czasy? Właśnie my Paliaki, gdzieś ze świata, poszukujący dalekiej przeszłości i oni, dla których dawno - to lat temu pięćdziesiąt, a może nawet tylko dwadzieścia. Wychodzi z domu mężczyzna mówiący po rosyjsku z ukraińskim, jak się wydaje akcentem, a babuszka, (prawdopodobnie matka) czysto po rosyjsku. Mówi, że gdzieś tam za Bykowszczyną mieszka jakaś stara kobieta (zapewne autentyczna miejscowa), może ona coś wie, a żadnego wielkiego kamienia w najbliższej okolicy nie ma. Ona tu sama przyjezdna, z Połocka, na daczę ... Kilka starych dębów jest niedaleko, stawy również. My zaś przekonani, że jesteśmy tuż tuż, nie chcemy się oderwać od tej chałupy, od płotu, od tych ludzi, jakby oni byli jedynym źródłem przydatnej nam wiedzy o okolicy. Wszak Zabołocie jest z pewnością po prawej stronie drogi, ale nie wiemy jak tam dotrzeć. Sytuacja jest beznadziejna i nie pomogą tu dostępne arcynowoczesne środki w postaci GPS-u czy satelitarnych fotografii z Google. Posiadłość rodu Missunów przepadła w historii, a jedyną wskazówką to tekst wspomnień. To wciąż za mało, by odnaleźć fundamenty dworu, okazały dąb, dwa stawy czy sady owocowe. Ale czy jabłonie żyją sto lat? I gdzie jest ten kamień?  Kamień ten miał swoją legendę. Ojciec opowiadał, że któryś z moich przodków, którego żona chorowała, a leczył ją doktor z Połocka, gdy kuracja nie pomogła i chora zmarła, oczekiwał na przyjazd lekarza przy tym kamieniu, a gdy nadjechał kazał go na tymże kamieniu swoim parobkom obić”.

Ogromny kamień powinien przecież gdzieś być. Łatwiej by było odlać podobny z cementu niż ten wykopywać z ziemi. Znów pytamy. - Nie takiego wielkiego to tu nie ma. W Połocku jest taki stary, z napisami, przy kościele, ale tu nie... Ale tu niedaleko przywieźli kiedyś kamień z napisem dla jakiejś pani archeolog... – dodaje. Spoglądam na Michała i... dech nam zaparło! Już wiemy, że czeka nas niespodzianka. Przywołuje wnuka i każe mu przeprowadzić nas przez pola. Rzeczywiście, idziemy na przełaj, może 600 metrów, przez pole, później pokonując rowy, krzaki i obok sadu starych kwitnących jabłoni wychodzimy na niewielką polankę, gdzie stoją niedopalone fragmenty dwóch małych domów. Do jednego z nich wciąż doczepiony jest kabel wysokiego napięcia z pobliskiego słupa. - Jeszcze niedawno w tych domach mieszkali jacyś ludzie. Ale się spalili. To tu – mówi po rosyjsku chłopiec, wskazując na resztkę starego kamiennego fundamentu, na tle którego postawiono duży kamień z przykręconą metalową tablicą informującą po białorusku:

SIEDZIBA ZABOŁOCIE TU URODZIŁA SIĘ HANNA MISUNA NASZA PIERWSZA KOBIETA – GEOLOG, NAUKOWIEC 1868 – 1922

 

Ktoś wczoraj czy przedwczoraj, zatknął za tablicę kilka drobnych, polnych kwiatków. Kto to był i czym się kierował schylając po te kwiatki? Z jaką myślą wetknął je za tablicę? A może to było tylko dziecko, kojarzące tablicę na kamieniu z grobem? Przeczytaliśmy inskrypcję, ja idę szukać dalej, a Michał usiadł na kamieniu, zapalił papierosa i przeniósł się na kwadrans w świat pradziadów. To było dla niego mocne przeżycie. Dotarł do swojej prywatnej, białoruskiej Atlantydy. - W jednej chwili przypomniałem sobie wszystkie rodzinne opowieści dotyczące tego miejsca, przekazy a nawet nieistotne drobiazgi, których ojciec nie uważał za stosowne opisać we wspomnieniach. Siedząc na kamieniu, z wyrytą w metalu nazwą Zabołocie, której zawsze szukałem przeglądając mapy północnej Białorusi, zbliżyłem się do przeszłości gnany sentymentem rodzinnych przekazów. Dzięki odnalezieniu pramiejsca mojej rodziny, widzę tych wszystkich ludzi w konkretnym punkcie. Oni w większości rodzili się w domu na tym wzgórku między dwoma stawami, w miejscu zwanym Zabołociem, bez wspominania którego, odkąd sięgam pamięcią, nie obeszły się żadne spotkania rodzinne. - Ojciec marzył o tym, by przyjechać tu choć raz i odetchnąć powietrzem dzieciństwa ale zmarł w 1977.  Tylko on mógł powiedzieć jak tu było, gdzie stały poszczególne zabudowania. Dziś, nie można już zrekonstruować przeszłości sprzed czterech pokoleń. Tekst i fotografie, które mi pozostawił, wyjaśniają wiele, ale nie wszystko. Szukałem Zabołocia, konkretnego pagórka, kawałka ziemi, myśląc naiwnie, że 1
1 zdołam odtworzyć przeszłość sprzed stu lat. A tu ona wyszła ku mnie naprzeciw mimo ogromnej porcji historii i lokalnej geografii. Jestem zaszokowany również tym, że napisano iż była to posiadłość Missunów. A to wszystko dzięki mojej sławnej stryjecznej prababce Annie. Znaleźć coś z dawna zapomnianego, to nie tylko miła przygoda jaka się czasami trafia, gdy tropimy po śladach przeszłość. Nawet, gdy po trzydziestu latach wracamy w pamiętne miejsce, staramy się tę przeszłość odtworzyć, a nawet jej dotknąć. A czy rozmyślając w takim miejscu, nie zatracamy się we wspomnieniach? Nie wypatrujemy znajomych sylwetek i twarzy?  Do Ujścia jechało się przez wieś Dubrowki, koło białej cerkiewki, przez niekończące się lasy, koło majątku Bezdziedowicze, będącego letnią siedzibą generał-gubernatora witebskiego hr. Rimskiego-Korsakowa, przy czym Ojciec mi mówił, że wszystko to należało kiedyś do Missunów, lecz zostało po 1863 r. zasekwestrowane przez rząd carski”.

To rodzinna okolica Michała, chociaż urodził się w Warszawie, ale z pewnością kraj rodzinny jego ojca Olgierda i większości Missunów od wielu pokoleń wstecz. Ojciec czuł się Polakiem mimo poddaństwa obcemu cesarzowi. Tak opisuje wnętrze domu w Zabołociu.  Drzwi z przedpokoju na prawo prowadziły do dużego salonu. Miał on trzy okna od frontu i jedno boczne, umeblowany był starymi meblami w stylu Ludwika Filipa, krytymi jedwabiem koloru starego złota, zaraz przy drzwiach na prawo stał stary palisandrowy fortepian, na ścianach wisiały litografie przedstawiające Napoleona, Kościuszkę, Kilińskiego, Mickiewicza, widoki Wilna i jego okolic. Na wprost z przedpokoju był duży stołowy, a na jego ścianach kolorowane litografie ilustrujące pamiętniki Jana Chryzostoma Paska w mahoniowych ramkach, na prawo drzwi prowadziły do dwóch gościnnych pokoi, na wprost na dużą oszkloną werandę (dobudowaną gdzieś w 1912 roku), w której jak było ciepło jadaliśmy wszystkie posiłki”. Po dworze nie został żaden ślad. Orientujemy się gdzie stał, bo przecież był odwrócony tyłem do stawu. Dzięki temu rozpoznajemy spalone ruiny dawnej piekarni, gdzie czerni się zwał starych, osmalonych  cegieł. Trzeba nam dalej, a należałoby zostać jeszcze dłużej, żeby najdokładniej odtworzyć w terenie całe obejście, przekonać się czy istnieją resztki innych budynków poza fundamentem świrona, popatrzeć po bujnych zaroślach, obejść obydwa stawy, odnaleźć resztki czterech lip, które wyznaczały ongiś altanę. - Zapomniałem...- mówi Michał. - Ten kamień po prababce wytrącił mnie z równowagi historyczno-rodzinnej. Nie zabrałem nawet garści ziemi spod progu domu i całkiem zapomniałem dokładniej poszukać cmentarza. Zanim tu przyjechałem, marzyłem, że może coś jednak zostało. Coś, czego można dotknąć... W drodze powrotnej odwiedzamy Bykowszczyznę i inne wioski. Ale wciąż ciągnie nas do Zabołocia. Przejeżdżając przez miasteczko Wietrzyn, na skrzyżowaniu zauważamy kamień, jakby podobny do tego z Zabołocia. Na sztucznym pagórku stoi prawie identyczny, również z tablicą głoszącą po białorusku:
ULICA HANNY MISUNY NA CZEŚĆ PIERWSZEJ KOBIETY- GEOLOGA NASZEJ RODACZKI

Jeszcze raz chcemy rzucić okiem na Zabołocie, idąc zgodnie z opisem, tak jak się należy, od strony drogi.  ...przed Zabołociem była góra, na którą Kazimierz wjeżdżał zawsze galopem, przed górą z lewej strony staw, nad nim łaźnia, a zaraz za nim zaczynał się park. Mijaliśmy wielki kamień i wjeżdżaliśmy w aleję kasztanową, prowadzącą do dworu. Słychać było gwałtowne ujadanie psów, pojazd wjeżdżał w bramę, skręcał w lewo, szybkim kłusem objeżdżał okrągły gazon i zatrzymywał się przed gankiem”. Wiadomo, że dzieciństwa się nie gubi i pozostaje ono jedynym punktem stałym na resztę życia. Odniesieniem do dorosłości, wspomnieniem dającym pożywkę na dalsze lata. Warto je mieć dla siebie, bo staje się ono tym ważniejsze, im jesteśmy starsi. Tylko dla młodzieży jest bezwartościowym wstępem do wczesnej dorosłości. Tyle można opowiedzieć o ojcu Michała. Pozostawił jedynakowi spisaną historię rodu i najpełniejszy wybór z pamięci wszystkich informacji o sobie i o rodzinnym gnieździe – Zabołociu na Białorusi. Historia wyznaczyła tym terenom ciężkie dzieje. Siedlisko spalone zostało w 1920 roku. Wzgórze jest poorane nierównościami i nie przypomina równego terenu bogatego obejścia dworskiego. Ale dzięki opisowi ze wspomnień Olgierda Missuny, dębu, fundamentów świrona i ruin piekarni, zorientowaliśmy się co do rozkładu budynków. Obejście nie było aż tak rozległe, jak sugerowała dziecięca optyka autora. Opisywane wzgórze zapewne było wyższe, wyraźniejsze, gdyż przez 90 lat było spłukiwane deszczami i topniejącym śniegiem. Dlatego nie widać go z drogi. Poza tym, opisywane było po latach, z dziecięcej perspektywy, gdy nie było aż tak wysokich drzew i były zabudowania. Droga prowadząca do dworu była od 1920 nieużywana i zarosła, zatem nie mogliśmy jej zauważyć by skręcić do Zabołocia zgodnie z opisem. Aleja kasztanowa całkiem zanikła. Co prawda na jej miejscu rosną trzy spore kasztanowce, które jakby na pocieszenie usiłują pilnować dawnego traktu i porządku przed wjazdem w bramę. Te drzewa były świadkami (dla nas, nie dla innych), że niegdyś było tu zupełnie inaczej. Zresztą po bramie nawet drzazga nie została. Koniec odwiedzin. Wracamy, żegnając utrwalone w metalu Zabołocie, przekraczamy nieistniejący różany gazon, dalej przez wyimaginowaną bramę mijamy trzy kasztanowce, wchodzimy na starą drogę o ledwo widocznych zarosłych koleinach. Zaraz po lewej duży pagórek.

To nasz drogowskaz, kamień, który przez te lata pokrywały okłady ze spadłych liści, mchu i nawianej ziemi. Zupełnie na tym bezludziu zanikł pod porosłą trawą.

 

 

                                                                                                     Tadeusz Urbański 

 

         20680
© 1999-2010 o2.pl sp. z o.o.

Wszelkie prawa zastrzeżone

*publikacja za zgodą autora

 

 

fot. Tadeusz Urbański,Dziennik z rodzinnej podróży rodu Missuna
Podziel się
oceń
0
0


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

czwartek, 22 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  0  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728    

O mnie

ZOFIA WOJCIECHOWSKA – historyk archiwista, absolwentka UMK w Toruniu. Zamieszkała i działająca w Mrągowie. Animator działań społecznych o charakterze edukacyjno – ekologicznym, niezliczonych warsztatów i konkursów dla dzieci i młodzieży. Twórczyni zajęć edukacyjno – terapeutycznych wykorzystujących wpływ przyrody jako formy terapii i inspiracji do działania, szczególnie przychodzącym z pomocą dzieciom i młodzieży specjalnej troski.

Opinia wydana przez Kapitułę Fundacji "Zielone Płuca Polski",
za którą dziękuję w imieniu swoim i wszystkich przyjaciół realizujących ze mną ten projekt.

O moim bloogu

DEDYKUJĘ MOIM ZIELONYM ANIOŁOM... i Natalii~~wszystkim ~~Parę słów...było na wcześniejszych dwóch blogach...WCZORAJ zosiakwiatnatura2.bloog.pl ZAWSZE Chcemy być jedną florystyczną rodziną, opiekow...

więcej...

DEDYKUJĘ MOIM ZIELONYM ANIOŁOM... i Natalii~~wszystkim ~~Parę słów...było na wcześniejszych dwóch blogach...WCZORAJ zosiakwiatnatura2.bloog.pl ZAWSZE Chcemy być jedną florystyczną rodziną, opiekować się kwiatowo i z siłą natury uśmiech na smutnej twarzy prowokować. Pokazywać, że w trudnych chwilach przyjaźń może bolące serce uratować. Proszę nie zamykaj w sobie drzwi ważny jest każdy nowy świt a noc ciemna nie musi być zła.Tajemnicę ciepła anielskiego snu ma...jak Bóg da a Dobry ks.Jan Twardowski wierszem podpowie będziesz miał motyle i biedronki na głowie. HEJ!!!teraz o sobie~~ jestem zaczarowana kwiatami i dzieciakami. Historyk i archiwista tak też czasami myślę o sobie. Zapraszam na herbatę zieloną z ciastkiem kokosowym. NASZ ADRES zosiakwiatnatura@o2.pl A TEN-:) Bloog jest częścią projektu pod nazwą "Zielone Dzieciaki - Ogród Cudów". To wspólne miejsce naszych spotkań i wszystkich tych, którzy kochają zielony świat. Motto: "Bliżej natury - bliżej serca" Czekam...

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

BLIŻEJ NATURY~~BLIŻEJ SERCA ~NASZE ZIELONE DZIECIAKI~~ przedszkolaki i uczniowie z MAZUR ORAZ www.naszedzieci.org.pl CZD w WARSZAWIE www.zspitalne.eu.pl SZCZECIN witamy też CZĘSTOCHOWĘ z uśmiechem czekamy na KAŻDEGO CZYTAJCIE z nami superwomenka.blogspot.com www.calapolskaczytadzieciom.pl mojepatchworki.blogspot.com KWIATOWO ROZRABIAJCIE zosiakwiatnatura.bloog.pl zosiakwiatnatura2.bloog.pl ROZMYŚLAJCIE TEŻ O ROŚLINACH www.blog.euroflorist.pl www.florum.pl ODWIEDZAJCIE www.ksiaznica.szczecin.pl www.pogotowie-teatralne.home.pl www.pogotowie-teatralne.blog.pl www.breyt.fora.pl PODZIWIAJCIE www.mazurskipark.pl www.podzoltaroza.pl www.bzura.eu www.jezioro.com.pl www.wigry.org SŁUCHJCIE naszej zielonej barokowej ProMAterapii czyli PRO MUSICA ANTIQUA oraz Pawła Bębenka DESIDERII CARMINA www. edycja.pl ~~~~~~~~~~~SPIS TREŚCI czyli CO W TRAWIE PISZCZY klikaj na MIESIĄC i czytaj~~ PAŹDZIERNIK * Zielone Warsztaty - jesienne dary ziemi w CZD * Nowa Edycja "Ogrodu Cudów" * PROJEKT, ZASADY, ZAPROSZENIE, KONKURS Z NAGRODAMI * Uganda-nasze Zielone Dzieciaki:):) * Nasi Przyjaciele i Flower Fashion * Wsparcie...programu * Dary dla Ugandy LISTOPAD * W uśmiechu pamięci * Wspomagamy Przyjaciół, nasze listy * Frotaże dla FEEL'a * FEEL ODPOWIADA- zielone warsztaty z zespołem. ***UWAGA SZUKAMY GRUPY KRWI 0 Rh- dla Elizy z CZD Ona jest niespodzianką pewnej Artystycznej Soboty * Dziwne piękne Chwile * Jesienny koncert w Stokrotce * Wiewiórek sierotek * Andrzejowe lanie wosku i Mikołajowe grasowanie ~~~~~GRUDZIEń * Tradycje świąteczne * Nasza... w Ugandzie * Jarmark św. Mikołaja w Mrągowie 6.12. * Zabawka ze skrawka * Jasełka * Jubileusz PZPP www.plomykdonieba.pl * Kolędowe ziółka NOWY ROK 2009 * Budzenie pszczół i mazurska zupa na śniegu. * Twardosioewe zielone * Krutyńskie warjacje *!!! Zielone Orkiestrowe Kolędowanie * Zielone Dzieciaki i Mrągowska WOŚP * Babulej i Babulejka :) ~~LUTY Almanach Poezji Mrągowskiej * Harcerskie Czuwaj * Zima w Mragowie * Całuśna pieśń w CZD * Spotkanie z Radiem PR3 * Bukiet Walentynkowy * Koncert dla Izy * Mazury 7 cudem świata * Dyplom WOŚP od J. Owsiaka * Z myślą braterska x.Arturowi Śliwowskiemu * Cantilena- Szczecin * Białe bzy * Eko- moda w Stokrotce * ZACZARUJ MAZURSKĄ WIOSNĘ I PODARUJ JĄ INNYM~~KONKURS!!! BYĆ DLA INNYCH~MRĄGOWO 29 MARCA 2009~~ ~~KWIECIEŃ~~ * Zaczaruj... * Palmowy dzień * www.flak.pl * Wielkanoc * Rzeżuchowe baby * Na mokro * Piotr Kupicha i FEEL dyplomowany!nagradzamy :) * Gdzie słyszysz śpiew...bez granic

Statystyki

Odwiedziny: 360334

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl